Bez kategorii

Pani Makowska miała rację!

Skończyłam niedawno 35 lat i właśnie zrozumiałam, że Pani Makowska miała rację. Ale zacznijmy od początku.

Pani Makowska razem z mężem prowadzili warzywniak u mnie pod blokiem. Przyznaję, że troszkę się jej bałam jak byłam dzieckiem – nie była to miła ciocia witająca mnie uśmiechem, ale raczej typ hardej kobity, która chciała szybko i sprawnie obsłużyć klientów.

 

Pani Makowska wyjątkowo nie lubiła, jak ktoś przychodził do niej z pustą ręką. Koszyk, worek lub siatka na zakupy to była obowiązkowa rzecz, jeśli chciało się coś kupić. Wyjątkiem były jajka – na nie miała przygotowane papierowe torebki (doniesienie ich do domu bez stłuczenia tych na dnie było sukcesem, ale tak po prostu było i nikt ze straty jednego jajka problemu nie robił. Jak potrzebne było równe 10 jajek to się brało 11 „na wszelki wypadek”)

 

O ile przyszło się bez siatki po coś, co ewentualnie można było donieść do domu w ręku, o tyle kupno ziemniaków bez niej już było problemem. Bez siatki donieść nie było przecież jak. Co w takiej sytuacji robiła Pani Makowska? Po pierwsze z niedowierzaniem pytała, czemu nie mamy siatki. Jeśli miała jakąś niepotrzebną, to się nią dzieliła, ale mocno przy tym narzekała. Jeśli nie miała, to trzeba było wrócić do domu i poszukać torby, wiaderka, kosza. Ot tak po prostu. Nie ma siatki, nie ma ziemniaków. Proste, prawda?

 

Przypomniałam sobie o tym ostatnio kupując wielorazowe siatki z firanki na warzywa i owoce. Kiedyś plastik nie był tak wszechobecny. Pasta do zębów była w metalowej tubce, mleko w szklanej butelce. Używało się bawełnianej chusteczki do nosa zamiast chlorowanych białych jednorazowych chusteczek zapakowanych w plastikowe opakowanie. Pamiętam też kupowanie całej skrzynki wody w szklanych butelkach, które po wypiciu wymieniało się na kolejną skrzynkę wody.

 

Zresztą podejrzewam, że nie muszę Wam tłumaczyć wszechobecności i szkodliwości plastiku.

 

Jak byłam mała wydawało mi się, że plastikowe siatki tyle ułatwiły. Że noszenie kosza na zakupy jest staroświeckie, i że Pani Makowska powinna pójść z duchem czasu i dawać je klientom. Dziś wiem, że miała absolutną rację. Plastik to zło i nie należy go używać.

 

Ostatnio w sklepie przede mną chłopak robił zakupy. W plastik zapakowane było wszystko poza cytryną i karmą w puszce dla kota. Myślę, że on nawet tego nie widział.

 

Zdecydowałam się zrobić eksperyment – przez miesiąc postaram się nie kupić niczego zapakowanego w plastik. Będę Wam podsuwać propozycje zamienników, opatrzone #kwiecieńbezplastiku. Podkreślę – postaram się. Najpierw sprawdzę, czy coś ma zamiennik, potem upewnię się, że jest mi niezbędne. Zgodnie z duchem midimalizmu – lepiej ograniczyć  kilku miejscach, niż nie ograniczyć w ogóle. Myślę, że rezygnacja z plastiku nawet w kilku miejscach ma ogromne znaczenie!

 

Jednocześnie zachęcam Was do dołączenia – jeśli znacie i polecacie zamiennik rzeczy, która powszechnie występuje w plastikowym opakowaniu – dajcie proszę znać. Chętnie przetestuję i skorzystam.

 

Obraz Ben Kerckx z Pixabay