Wskazówki

Podsumowanie 30 dniowego wyzwania minimalisty

30-dniowe wyzwanie minimalisty wg Anuschki Rees znałam już od dawna, ale takie wyzwania nigdy nie budziły mojego entuzjazmu i chęci dołączenia. Wydawało mi się, że robienie zadań z listy nie ma większego sensu i nie może prowadzić do głębszych lub trwałych zmian. Zapisałam je w archiwum, i tam leżało do lipca tego roku. Trafiłam na nie robiąc tam porządki, i uznałam – teraz albo nigdy. Pourlopowy entuzjazm ułatwił podjęcie decyzji, i tak 17 lipca zaczęłam 30 dniowe wyzwanie.

Zaczęłam od przemiłego jak się okazało dnia – 15 minut medytacji. Przyznaję – sama pewnie bym się na to nie zdecydowała, a okazało się, że ten kwadrans był zaskakujący. Puściłam sobie nagranie Gosi Mostowskiej, którą znam z cudownych filmów jogi. 15 minut przyniosło wyciszenie i spokój (tak, to nagranie trwa 10 minut, ale dodałam sobie do niego 5 minut) . I choć przyznaję, że do dziś  tego nie powtórzyłam, to bardzo mile to zapamiętałam, i mam nadzieję od wrócić do tego w jakiś stresujący dzień.

Kilka zadań było prostych i niewymagających ode mnie dużego zaangażowania. To z reguły były zadania dotyczące rzeczy, o które staram się dbać na bieżąco – takie jak uporządkuj swój cyfrowy świat, zmniejsz listę „do przeczytania”, naucz się cieszyć samotnością, do południa bez maili i social mediów, nie obserwuj, 24 godziny bez zakupów.

Były zadania związane mówiąc najkrócej z własnym wnętrzem – nie narzekaj, dzień wdzięczności, zweryfikuj swoje nawyki. Były one okazją do przyjrzenia się swoim zachowaniom i weryfikacji nawyków, których chciałabym się pozbyć. To dobry impuls ku temu. Jeden dzień na zastanowienie się nad jednym wybranym aspektem życia, nawet niedużym – mobilizuje.

Są dni związane określające konkretne zadania – określ 3-6 priorytetów, określ swój poranny rytuał, cele na ten rok, naucz się czegoś nowego. To też mile mobilizuje i sprawia, że w codziennej bieganie trzeba się zatrzymać, chociaż na chwilę, i pomyśleć nad tym, co dla nas ważne i co chcielibyśmy zrobić. Ja określiłam cel na wiosnę, i mam nadzieję nauczyć się czegoś, co przyda mi się latem.

Minimalizm często kojarzony jest z ograniczaniem liczby posiadanych rzeczy. W wyzwaniu były zadania z tym związane – ogranicz liczbę kosmetyków, uporządkuj szafę, uprzątnij szufladę na wszystko.

Ciekawe jest zadanie usuń niechciane cele. Jak mają się cele do rzeczy? Pisałam o tym w tym poście – często cele, które chcieliśmy osiągnąć wiążą się z przedmiotami. Sztalugi i cała szuflada może nawet zaschniętych już farb dla tych, którzy chcieli zacząć malować. Seria podręczników dla tych, którzy chcieli się czegoś nauczyć, ale na kupnie książek się skończyło. A na zdjęciu macie przykład celu „będę chodzić na obcasach”. Buty leżały nieużywane i wywoływały wyrzuty sumienia, a wygodne balerinki nie miały swojego miejsca. Rezygnacja z celu oznacza brak konieczności trzymania ich, i uwalnia od czegoś, czego i tak jak nie używamy.

 

Jedno zadanie przykuło moją uwagę na dłużej – przyjrzyj się swoim zobowiązaniom.  Mam tu na myśli zobowiązania inne niż codzienna praca, odbieranie dzieci ze szkoły czy też zakupy. Potraktowałam to jako coś, co robimy dodatkowo, na przykład dla innych. Nie mam nic takiego, i od zakończenia wyzwania to o tym zadaniu myślę najczęściej. Chciałabym to zmienić. Szukam takiego zobowiązania. Może Wy macie takie, którymi chcecie się podzielić?

Podsumowuję to wyzwanie 2 tygodnie od jego zakończenia po to, by móc na nie spojrzeć z dystansu. Nadal myślę, że to był owocny czas. Polecam je Wam, bo przekonałam się, ile to daje.

Przyglądam się też innym takim wyzwaniom – może braliście udział w takim, które chcecie polecić? Chętnie o tym poczytam. Dajcie znać w komentarzu!