O książkach

Czy ta zapałka wznieca płomień? O książce Dan-sha-ri Hideko Yamashity.

Są książki, które czyta się tak płynnie, że nie zauważa się ani upływającego czasu, ani otaczającego świata. Są takie, które wymagają dużej uważności, czasem czytania zdań dwukrotnie, a użyte w niej słowa budzą zdziwienie. I właśnie taka jest książka Hideko Yamashity. Czy jednak fakt, że jest dość toporna sprawia, że odradzam jej lekturę?

To nie mój dom był za mały, tylko było w nim za dużo moich przedmiotów!*

To jedno z najlepszych zdań z książki „Dan-sha-ri. Jak posprzątać, by oczyścić swoje serce i umysł” autorstwa Hideko Yamashity. To kolejna po Im mniej tym więcej pozycja dotycząca porządkowania przestrzeni, którą dla Was opisuję.

Otóż wyobraźcie sobie, że na świecie istnieje tylko jedna ekspertka od nieładu – jestem nią ja!

Zaintrygowało mnie to zdanie, i moja natura sprawdzacza wszystkiego sprawiła że musiałam to zweryfikować. Faktycznie, Marie Kondo wydała pierwszą książkę w 2011, Josua Becker w 2016, Francine Jay założyła swój blog w 2009 roku. Kiedy więc czytałam to zdanie w 2017 roku było ono nieaktualne – została bowiem dość późno przetłumaczona na język polski (8 lat po pierwszym wydaniu w Japonii).

Ograniczenie liczby przedmiotów to wstęp do tego, by w końcu zrobić porządek.

Autorka przedstawia swoją koncepcję sprzątania nazwaną przez nią dan-sha-ri, gdzie dan to odrzucanie (również w trakcie zakupów, gdy kusi Cię coś nieprzydatego) sha to wyrzucanie, czyli ograniczanie stanu posiadania, a ri to uwolnienie się. Metoda ta to coś więcej niż tylko pozbywanie się przedmiotów bezużytecznych, bo równie istotne jak wyrzucenie tego, czego nie chcemy, jest dokładne dopasowanie do siebie tego, co zostaje.  Yamashita Hideko daje bowiem zalecenie To nie przedmiot ma się znaleźć w centrum uwagi, tylko wy.

Przedmioty, które trwają w bezruchu wewnątrz Waszych domów, symbolizują wyrzuty sumienia i niepokój.

Podoba mi się podejście autorki, które można przedstawić zdaniem rzeczy, które nie są używane, mówią nam dużo o tym, jak ich właściciel widzi siebie. Przytacza historię dotyczącą przedmiotu codziennego użytku – jeśli na dnie szafy w pudełku leży droga filiżanka, a my używamy zwykłego kubka, to jak postrzegamy siebie? Czemu nie używamy filiżanki? Bo jest w nas obawa o to, że możemy ją zniszczyć. Obawa ta oznacza, że umieszczamy te przedmioty na poziomie wyższym niż ten, na którym widzimy siebie. Znam to – ludziom (chociaż mam wrażenie, że częściej kobietom) zdarza się mieć perfumy na specjalne okazje, sukienki na wyjątkowe wydarzenia i torebki na szczególne okoliczności. Leżą i czekają na te wyjątkowe dni, ale gdy te przychodzą sięgamy po to, co jest pod ręką, sprawdzone. Więc rzeczy te leżą dalej. I czekają. Podobnie jest z rzeczami dla gości – coś takiego w ogóle nie powinno istnieć! Przecież goście mogą używać tego, co Ty lubisz i używasz! A jak Ty jedziesz do kogoś to przecież nie zależy Ci na specjalnej zastawie czy pościeli, prawda?

Czy to, że nie potrafię wyrzucać nie oznacza raczej, że nie chcę wyrzucać?

Rozwijając opis metody dan-sha-ri autorka zwraca uwagę na proces dokonywania selekcji, czyli odejmowania. Podkreśla rolę określenia relacji łączącej nas z konkretnymi przedmiotami. Zaleca zwracanie uwagi na tu i teraz – zamiast na to, co było lub na to, co może przyjść. Dzieli też zbieraczy na trzy typy – uciekających od rzeczywistości, silnie przywiązanych do przeszłości lub obawiających się o przyszłość. Dla każdej z grup ma radę dotyczącą wyrzucania. Słusznie zwraca uwagę na szukanie wymówek, jeśli czegoś się nie używa – pociesza nas wówczas myśl, że kiedyś może się przydać, co jest trwonieniem energii! Trzeba ją po prostu usunąć pozbawiając się wyrzutów sumienia i konieczności przejmowania się tym.

Przedmioty są wytwarzane po to, aby z nich korzystać, powinny trafiać tam, gdzie są akurat potrzebne.

Pisałam już o tym, że jestem przekonana o naszej odpowiedzialności za to, co kupiliśmy – dlatego nie zgadzam się z twierdzeniem, że nieużywane przedmioty powinny trafić na śmietnik. Według mnie nie jest sztuką wyrzucić wszystkie niechciane rzeczy do śmietnika, sztuką jest zadbać o to, by trafiły w dobre ręce (oczywiście mam tu na myśli te rzeczy, które nadają się jeszcze do użytku!). Na śmietnikach jest na tyle dużo rzeczy, że nie powinniśmy tam dokładać tego, co może przydać się komuś innemu. Autorka podsuwa nam pomysł, że jeśli chcemy się czegoś pozbyć możemy to oddać, sprzedać, oddać do recyklingu – ale to w mojej ocenie nie wyczerpuje tematu. Joshua Becker podsunął konkretne rozwiązanie z dobroczynnością, tu mi tego zabrakło. Nie mogę się też zgodzić z opinią, że małe przedmioty nie stanowią aż tak dużego problemu z perspektywy środowiska naturalnego i nie zajmują wiele przestrzeni. Wysypiska pełne są właśnie też tych małych, jednorazowych śmieci.

Dzień w dzień upieracie się przy porządkowaniu, niczego się wcześniej nie pozbywając

W dan-sha-ri to nie rozmiar danego miejsca określa czas, jaki musicie na niego poświęcić, przeciwnie – to czas, jakim dysponujecie, określa miejsce, w którym dokonacie selekcji. Jeśli patrząc na całą kuchnię myślicie, że na posprzątanie jej potrzebujecie dwóch dni, to efekt jest taki, że nie ruszacie z miejsca. Zróbcie to inaczej! Dajcie swojej kuchni 15 minut i zróbcie porządek w jednej szufladzie, jutro w kolejnej, potem w szafce z talerzami itd. Jedno jest ważne – musicie skończyć! Inaczej nie poczujecie satysfakcji, jaką to daje, i jest wielka szansa że nie pójdziecie z porządkami dalej.

Yamashita Hideko  zwraca też uwagę, że dla każdego z nas optymalna liczba posiadanych rzeczy jest inna, w zależności od stylu życia i pracy. Ja bym jeszcze dodała wielkość posiadanego mieszkania! Zawsze podkreślam, że porządki zaczyna się od ustalenia wielkości przestrzeni, jaką mamy do wykorzystania. Inaczej porządkuje się kawalerkę, inaczej dom jednorodzinny. Ja na przykład ustaliłam, że w mojej kuchni jest miejsce na 10 ścierek  mówi jedna z opisywanych w książce osób – otóż to! nie ma co z tym walczyć! Możesz w to miejsce wcisnąć i 20 ścierek i za każdym razem wyciągając jedną denerwować się, że wyjęcie czegokolwiek jest niewygodne, lub ustalić, ile się mieści i się tego trzymać. Tylko tyle i aż tyle! Autorka podkreśla jak ważna jest wygoda korzystania z danych miejsc – ułożenie rzeczy tak, by można było sprawnie, jedną ręką coś wyciągnąć. Przy odpowiedniej ilości rzeczy tak się da!

Tak samo jak autorka zgadzam się z tezą, że do zrobienia porządków nie są potrzebne nowe pojemniki do przechowywania. To 100% prawda! Jeśli czegoś nie używasz, to włożenie go do najładniejszego nawet pojemnika nie sprawi, że nagle zaczniesz z tego korzystać. Wręcz przeciwnie – będziesz to trzymać jeszcze dłużej, bo skoro zainwestowałaś nie tylko w dany przedmiot ale i w pojemnik, to długo nie pozbędziesz się i jednego i drugiego.

Nic nie wyniesiemy z rozmowy ze starociem czy gratem.

Autorka stara się dodać nam skrzydeł w nabywaniu wprawy w ocenie przydatności przedmiotów – Z czasem będziecie oceniać szybciej i z większym zdecydowaniem. To zdecydowanie prawda – po zrobieniu generalnych porządków w jednym miejscu przy kolejnych jest już prościej.  Po pozbyciu się tego, co nieużywane i zobaczeniu ile rzeczy nas niepotrzebnie otaczało łatwiej jest zadać sobie w sklepie pytanie „czy na pewno tego potrzebuję?” – inaczej  trwamy w stanie kupowanie – wyrzucanie – kupowanie – wyrzucanie.

Autorka idealnie opisuje reakcje niektórych ludzi na początek procesu robienia porządków. Zawsze zaczynam od opróżnienia danego miejsca, wyjęcia wszystkiego z szafy, szuflad czy też komody. I jak słusznie zauważa autorka gdyby ktoś wszedł wówczas do pokoju mógłby zapytać co tak naprawę robicie – porządki czy totalny bałagan. Tak to na początku wygląda, ale bez tego sprzątanie jest tylko ułożeniem posiadanych rzeczy, a zupełnie nie o to nam chodzi.

Serce nie zmienia postępowania, to postępowanie zmienia serce.

Jest w tej książce przesadna wg mnie duchowość. Zdania takie, jak świat widzialny wywiera  wpływ na świat niewidzialny, pozwoli Wam odnaleźć drogę do waszego wewnętrznego ja, za światem widzialnym znajduje się świat niewidzialny, przynależący do sfery boskości, siły panującej nad światem zupełnie nie pasują mi do sprzątania. Dodatkowo, stosowane przez autorkę opisy są odpychające – mętna woda, rdza, lepki i grząski muł, trzy-stronicowe  porównywanie pomieszczeń do jelita i związanych z tym zaparć (ciągle jesz i jesz ale się nie załatwiasz), twierdzenie, że 40% zawartości każdego z waszych pomieszczeń to po prostu spleśniała szynka, a szafa z ubraniami to harem, gdzie kobiety (ubrania) czekają na łaskę sułtana (Ciebie), uwolnijcie swoje głowy od zaparcia – to wszystko sprawia, że czytając Dan-sha-ri miałam poczucie, że ugrzęzłam w tym błocie i bardzo trudno będzie mi się z niego wydostać. Wątpię, żeby takie porównania mogły kogoś napędzić do działania. Wręcz przeciwnie myślę, że działają zniechęcająco!

Odniosłam też wrażenie, że zdecydowana większość książki to zapowiedź opisania metody, a sam jej opis to niewielki fragment na zakończenie. Część rad jest dla mnie na wyrost, np. w kuchni rzeczy dzielą się na spożywcze, naczynia i przyrządy kuchenne. Przyrządy można podzielić na te wokół zlewu, wokół płyty grzewczej i sprzęt AGD. Moim zdaniem to trochę sztuka dla sztuki, ma być wygodnie a niekoniecznie wg zasad dzielenia na 3. Nie neguję jednak tego – może komuś faktycznie jest tak wygodnie?

Bardzo podoba mi się rada, by robiąc porządki zostawić trochę wolnego miejsca – nie napychać szuflady w 100 procentach, tylko w 70 – pozostawiona przestrzeń ułatwi nam zachowanie porządku. W przypadku meble otwartych wartość spada do 50%,  a przy 10 proc na elementy dekoracyjne wycieranie kurzy jest łatwizną. Ważne też jest podejście bałagan powodowany przez przedmioty aktywne jest nieistotny – to  rozgrzesza ewentualne wyrzuty sumienia, jeśli czegoś nie odłożymy od razu na miejsce. Przyznać trzeba, że gazeta leżąca np. na kanapie w wysprzątanym pokoju zachęca do tego, żeby wygodnie usiąść i się zrelaksować czytając ją – w zabałaganionym pokoju będzie tylko jednym z elementów wprowadzających chaos.

Ostatni etap to etap, w którym czujecie się w pełni swobodnie i gdzie wszystko idealnie do was pasuje brzmi kusząco, prawda? To ile macie dziś czasu, kwadrans? pół godziny? godzinę? Wybierzcie miejsce i zróbcie tam porządek, możecie zacząć od jednej szuflady a nawet od portfela wypchanego paragonami i kartami.

Podsumowując – jest to pozycja którą można przeczytać, ale nie dajcie się wciągnąć w muł i rdzę.

A w odpowiedzi na życzenie autorki  chciałabym, żeby w przyszłości sklepy z używanymi rzeczami cieszyły się większym powodzeniem zostawiam Wam link do ciekawego artykułu.

Dobrego dnia!

 

 

 

 

*wszystkie śródtytuły to cytaty z książki