Bez kategorii

Mój poznawczy minimalizm

Dziś o poznawczym minimalizmie. Czy ma on wpływ na mój urlop i to, co jem?

Kiedyś.

Jestem w drugiej klasie podstawówki. Mam osiem lat i tata często zabiera mnie na obiad do restauracji. Jedzenie nie jest tam może nazbyt wyszukane, ale jednak menu jest dość rozbudowane. Zawsze czytam je z przyjemnością, i z równie wielką przyjemnością wybieram zawsze ten sam zestaw – czerwony barszcz i krokiety. Jeśli decyduję się za namową taty na coś innego, to owszem, smakuje mi, ale ma jedną wadę. Nie jest ani barszczem, ani krokietem.

Tata lekko może irytuje się, nie rozumiejąc jak w restauracji można za każdym razem chcieć to samo? Tłumaczę, że można. Lubię to, smakuje mi. To mój pewniak.

Dziś.

Mam 35 lat i właśnie wróciłam z wakacji spędzonych piąty raz w tym samym miejscu. Odkryliśmy je jakiś czas temu, i po kilkuletniej przerwie wróciliśmy. Po trzech wizytach rok po roku mamy pewność, że właśnie tam spędzimy przyszłoroczny urlop.

Ktoś może powiedzieć, że jesteśmy nudni i nieciekawi świata. A to zupełnie nie tak! Lubimy to miejsce. Jest sprawdzone. A jednocześnie za każdym razem odkrywamy tam coś innego – inną plażę piękne miasto w okolicy. Ale baza pozostaje ta sama.

Po części wynika to z tego, że mając jeden długi urlop w roku chcę mieć pewność, że się uda, że będę zadowolona. Nie będę miała czasu ani środków na powtórkę. Z drugiej strony – gdyby nam się nie podobało, nie powtarzalibyśmy tego. Z innej jeszcze strony – może gdybym była bardziej głodna wrażeń, jeździlibyśmy gdzie indziej?

Dla mnie ta sytuacja ma same plusy. Jadąc w to miejsce wiem, czego się spodziewać. Nic mnie nie zaskoczy. Wiem, gdzie zrobić zakupy, gdzie zjeść smaczną kolację. Po dotarciu na miejsce od razu poczuliśmy, że jesteśmy na wakacjach. Nie musiałam zapoznawać się z okolicą i aklimatyzować. Uniknęłam stresu z tym związanego (tak, takie rzeczy mnie stresują. Nie bardzo mocno, ale jednak.)

Taka jestem. Jak w Rejsie. „Proszę pana ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No… To… Poprzez… No reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę.”

Ten poznawczy minimalizm to nie tylko kwestia urlopu i wyboru dania z karty. Przyzwyczajam się do marek i konkretnych produktów. Jestem kiepskim odbiorcą reklam, bo nie kupię czegoś tylko dlatego, że jest nowością. Robiąc zakupy wiem dokładnie, czego chcę. Sadzę co roku te same kwiatki, kupuję te same balsamy i tusze do rzęs. Zmieniam je, jeśli z jakiegoś powodu zajdzie taka potrzeba – jak np. w ramach #kwiecieńbezplastiku na takie, które nie są pakowane w plastikowe opakowania. I kiedy znajdę ideał, pozostaję mu wierna.

A wy? Chętnie testujecie nowości, czy wolicie sprawdzone produkty i miejsca?